Dolina.jpg (55211 bytes)WERONIKA DOLINA

Ona ma wszystko, co jest konieczne w twórczości poetyckiej: talent, smak, pracowitość, natchnienie i pewien tajemniczy element, który, na szczęście, na razie jest niewyjaśniony...

(Bułat Okudżawa)

Weronika Dolina (rocznik 1956) (...) o trzydzieści dwa lata młodsza od Okudżawy, o osiemnaście lat od Wysockiego, będzie tutaj zaraz po nich, prawdziwsza i bardziej wyrazista jako ostatnie (jak na razie - wedle mojej niedokładnej wiedzy) ogniwo tego szczególnego wątku, jaki znaczony jest wielkimi imionami moskiewskich bardów. Sama zresztą oświadcza, że jest "dzieckiem Okudżawy", a surowy Bułat, nie zawsze chętnie przyznający się do przybranego potomstwa, w tym wypadku się od niego nie odżegnuje. Łatwo jednak zauważyć, że obok nieukrywanej kontynuacji widoczna jest też odrębność: tak, nuta romantyczna, ale bardziej po kobiecemu niedopowiedziana, zagadkowa, kapryśna i zwrócona raczej ku własnej prywatności i jedyności niż ku przeżyciom wspólnym, osadzonym w historii społecznej (w jednej z piosenek uprzedza od pierwszej linijki: "Myśmy nie dzieci Arbatu..."). Oczywiście zdarza się i Dolinie czynić aluzje do losów zbiorowości, do konfliktów rozdzierających Imperium, do polityki, ale i w tych tekstach dominuje kobieca czułość i młodzieńcza nieufność do emocji dzielonych z grupą, a jeśli ironia, to też delikatna, raczej muskająca swój przedmiot (którym bywa i sama poetka niż mająca dotkliwie ranić.

            Jesienią 1988 roku na zaproszenie klubu "Hybrydy" (...) przyjechało kilku bardów rosyjskich młodej generacji. Wojciech Młynarski zaproponował mi powiedzenie na wstępie kilku słów o rosyjskiej poezji śpiewanej. Potem goście kolejno sięgali po gitarę i stawali przed mikrofonem - i właśnie Weronika - nie tylko ze względu na urodę - wywarła na mnie największe wrażenie. Po tej imprezie publicznej spotykaliśmy się jeszcze i u Wojtka i w naszym domu (...), a w parę lat później - także u niej w Moskwie. Tu z kolei, we wrześniu 1991 roku, tuż po tzw. puczu Janajewa, którego porażka o taki optymizm przyprawiała była inteligentów moskiewskich, usłyszałem charakterystyczną dla poetki i dla nastrojów pewnych sfer rosyjskich (...) piosenkę, zaczynającą się od "Chodzi o Polskę". Po powrocie do kraju przełożyłem ją i włączyłem do poświęconego tej wyprawie felietonu w "Więzi".

(Wiktor Woroszylski, fragment niepublikowanej książki pt. "Moi Moskale")

***dolina2.jpg (95262 bytes)

Chodzi o Polskę, a jednak chodzi o Polskę.
Teraz pojęłam, muśnięta gorącym latem.
A cała reszta - wszystko pośpieszne i proste -
To tylko pogoń za tamtym tajemnym śladem.

Cóż, od soboty do soboty
Może uda mi się dożyć
Lecz do wolności, do swobody
Jak tu się dowlec, jak tu zdążyć?

Pewnie powietrze - wyciągnąć rękę i o krok prawie...
Czyżby powietrze? A to mnie przydusiło!
A może wiek to?... W wilgotnej, chłodnej Warszawie,
Może i wiek, lecz zabawnie było i miło.

Więc co z tą Polską? Kiedyż się wszystko rozplącze?
Pociąg po torach szerokich pędzi... Chodzi o Polskę!
A cała reszta - na wietrze dusze płonące -
Niech się zlituje historii postęp i podstęp...

Cóż, od soboty do soboty
Może i uda mi się dożyć
Lecz do wolności, do swobody
Jak tu się dowlec, jak tu zdążyć?

 

MÓJ DOM SZYBUJE

 Jakoś raptem tchu nie potrafię złapać.
Jakoś nie potrafię w tym się połapać
Czy to brzęk nad marnościami marności?
Czy to lęk - zwyczajny lęk wysokości?

O, przyjaciele, którym oddycha się lekko!
Dlaczego tak jesteście daleko?
Jeśli czyjś tam dom mógł nad Ziemią szybować -
Dlaczego by mój nie miał też spróbować?

Nikt nie wie, nie czuje, że mój dom szybuje.
Z mażącymi się dziećmi, ze skomlącą psiną.
Nikt nie wie, nie czuje, że mój dom szybuje.
Byle tylko wiatr w dal nie pognał nas siną!

Wreszcie, wreszcie oddech łatwiej mi złapać.
Więc to jest to, w czym się miałam połapać?
A jednak cierń jakiś tkwi we mnie dalej,
Cierń czy cień, co słowom się nie poddaje.

O, przyjaciele, którym oddycha się lekko!
Dlaczego znów tak jesteście daleko?
Nawet teraz, gdy mknę przez tę przestrzeń nadziemną,
Znowu gdzieś tam jesteście, ale nie ze mną.

Nikt nie wie, nie czuje...

Śpiewałam i głos mój do ciebie docierał.
A wiatr nas odnosił hen nad ocean.
Ale jam nie z tych - i za sprawą niczyją
Ni przykładem - nie będę samobójczynią.

O, przyjaciele, którym oddycha się lekko.
Znów jesteście - daleko.
I gdy w końcu skoczę na przekór lękom -
Kto mi łąkę u dołu rozpostrze miękką?

Nikt nie wie, nie czuje, że mój dom szybuje.
Z mażącymi się dziećmi, ze skomlącą psiną.
Nikt nie wie, nie czuje, że mój dom szybuje.
Byle tylko wiatr

wiatr

wiatr

wiatr...

organizatorów koncertów prosimy o kontakt: dolina@ballada.pl


| Strona główna / index | SLM "BALLADA" | ARTYŚCI | WYDARZENIA | OPPA |